STRONA GŁÓWNA

INFO O SEKCJI

TERMINARZ TABELA

DRUŻYNA

SZWECJA 2007

GALERIA

LINKI

Z BOISKA W ŚWIAT...

OSTATNI MECZ

W dniach 0d 24.06 do 07.07 nasi zawodnicy odbyli obóz sportowy w szwedzkiej miejscowości Fegen na zaproszenie KS Ätran FF. Organizatorem tego przedsięwzięcia był kierownik naszej drużyny Krzysztof Tarkowski oraz jego przyjaciel, szwedzki biznesmen, właściciel firmy agroturystycznej, Claës Ljung. Wyjazd nasz jest częścią szerszego planu szkoleniowo – rekreacyjnego, który przewiduje między innymi wymianę międzynarodową trampkarzy z naszego i szwedzkiego klubu. z racji faktu, że zawodnicy z Ätran FF mieli już zaplanowany wyjazd na turniej w Danii ich przyjazd do naszego klubu odbędzie się w wakacje 2008.
Tak więc po wielu uzgodnieniach i organizacyjnych przepychankach udało nam się ten wyjazd doprowadzić do skutku. Bardzo trudno jest tutaj opisać nam wszystko co przeżyliśmy w miejscowości Fegen, można by o tym wszystkim napisać książkę!. W ogromnym skrócie możemy ten wyjazd opisać dzieląc go na niejako dwie części, część sportową i cześć hazardowo – rozrywkową. Zacznijmy od tej części sportowej jednak, gdyż obóz nasz był wyjazdem sportowym.
Część sportowa: o część sportową naszego wjazdu zadbał przede wszystkim nasz trener, oraz trener drużyny Ätran FF Kenth Malmström. Do dyspozycji mieliśmy pięknie położone boisko w lesie, oczywiście pełno wymiarowe z cudowną murawą drugie nieco mniejsze boisko było przed samym ośrodkiem w którym mieszkaliśmy a obok którego była rewelacyjnie wyposażona sala gimnastyczna. Oczywiście korzystaliśmy także z obiektów Ätran FF, na których to odbywaliśmy treningi wraz z naszymi szwedzkimi kolegami oczywiście w języku angielskim!. Trener realizował ściśle swój program szkoleniowy, były treningi z piłką, biegi wytrzymałościowe, ćwiczenia gimnastyczne no i strasznie przez niektórych znienawidzona poranna zaprawa. Połączenie świeżego powietrza szwedzkiego lasu (nasz ośrodek położony był tuż nad jeziorem Fegen i otoczony ze wszystkich stron lasami), rewelacyjnej bazy treningowej oraz profesjonalizmu trenera spowodowało, że nasza drużyna poczyniła ogromne postępy tak w szkoleniu jak i w kondycji. Z racji faktu, że w tym rejonie świata słońce później zachodzi to nasze oszołomy tłukły w szmaciankę do zmierzchu to jest niejednokrotnie do 23.00 – 24.00.
Część rekreacyjna: oczywiście oprócz uprawiania sportu był też i czas na przyjemności, zaczęło się już od promu na którym wielu z naszych zasmakowało hazardu, wygrywali po to aby to wszystko następnie przegrać – ale właśnie taki jest hazard. W drodze do Szwecji na promie „Wawel” nasi grali do upadłego to jest do wyczerpania zapasów finansowych, ale już w drodze powrotnej na drodze szczęścia w hazardzie naszym zawodnikom stanęli ochroniarze, którzy po północy skutecznie utrudniali naszym żywot na hazardowych pokojach promowego kasyna. Wtedy to część hazardzistów zniesmaczona przeniosła się do klubu nocnego gdzie odbywały się tańce tancerek, ale i tutaj ochrona robiła problemy, gdyż nasi mogli podziwiać wdzięki pań tylko pod opieką kogoś starszego czyli kierownika grupy. W samym Fegen główną przyjemnością była gra w hokeja na sali gimnastycznej, potem gra w piłkę! a dla niektórych nawet i zabawa w piaskownicy – dowody na to w naszej galerii zdjęciowej z wyjazdu. Dwóch naszych, a ściślej „Koko” i „Diablo” zabrali wędki i mieli także chwilkę na połowy na jeziorze malowniczo położonym w lesie. Ale głównymi atrakcjami były trzy rzeczy, pierwszą było party u trenera Ätran FF, Kentha, gdzie były gry i zabawy oraz hot-dogi, które można było jeść do woli. Drugą atrakcją była zorganizowana przez Claësa wycieczka jego motorówkami po jeziorze Fegen z piknikiem na polanie – było cudownie i wydawało się, że nic lepszego i ciekawszego nie może nas spotkać. Ale najlepsza atrakcja Szwecji była dopiero przed nami, kiedy to Agnieszka, która wraz z Claësem prowadzi Alvhage zorganizowała leśny tor przeszkód i to w najtrudniejszym wykonaniu.

A oto jak to wyglądało: Pod domem Agnieszka bardzo sprytnie podzieliła chłopaków na cztery drużyny, Koko był reporterem, gdyż miał kontuzjowaną rękę. Chłopaki sami ustalili nazwy drużyn, gdyż zawody były tak zrobione, że zwycięstwo zależało od całej drużyny, nie od najlepszego wyniku lecz od zgrania zespołu. Piękna zabawa, która uczyła rywalizacji a zarazem odpowiedzialności w grupie. Oto wykaz drużyn w kolejności zajętego miejsca:

1. ZIOMKI: Wojtek, Damian P, Kasa, Jaro

2. WHITE STAR: Dominik, Adek, Sylwek, Bartek

3. GIRA: Tomek, Kuba, Kamel, Paweł

4. WILKI: Marcin, Klinek, Daniel, Kamil M

Nie sposób jest opisać emocje na poszczególnych etapach i konkurencjach, napiszę więc jakie to były konkurencje zaś wspomnienia z nich pozostaną w głowach i sercach ich uczestników:

· Rzut podkową do celu – lekka aczkolwiek emocjonująca konkurencja

· Bieg z łańcuchem po lesie – zaczepiony na sznurku łańcuch, sznurek opleciony wokół drzew i piękna trasa leśna, trzeba biec szybko, trzymając łańcuch w dłoni przeplatać go co po chwile wokół drzew i wszystko na czas

· Rzut palem drewnianym w bagno – trzeba rzucić jak najdalej palem w bagno, przewrotka grozi wpadnięciem do błota, choć nikt nie wpadł, to kilku pobrudziło się już teraz! Oj nie było to łatwe!

· Przejście po linie nad bagnem – trzeba wejść po drabinie na drzewo, na którym jest zaczepiona lina, nad tą liną druga lina i trzymając się jej przejść ponad bagnem, wszyscy to przeszli o dziwo nikt nie wpadł, choć Kamel był w awaryjnej sytuacji. Ale co z tego, że nikt nie spadł, jak na koniec towarzystwo przeleciało po tym bagnie tam i z powrotem – co się działo nie da się tego opisać, to jest nie możliwe!!

· Bieg grupowy po bagnie – trzeba pobiec to oddalonego o około 100 metrów słupa z taśmą cała drużyną jak najszybciej. Start od mety oddziela grząskie śmierdzące bagnisko, można to zrobić biegnąc na około, ale liczy się czas. I polecieli oszołomy przez sam środek bagna, ale był odlot, Bartek tak się zapadł w dziurę w która wcześniej wpadł Sylwek, że we dwóch go wyciągali – Boże jak oni wyglądali po tym rajdzie!!

· Drużynowy bieg po głazie do góry – ogromny głaz w lesie, nad nim ścieżka a na szczycie drzewo z tasiemką, biegnie cała drużyna, każdy musi dotknąć drzewa, a liczy się czas ostatniego który wróci. Przyznam, że bałem się, żeby któryś nie spadł z góry ale tak to zrobili i na takiej prędkości pomagając sobie przy tym, że byłem w szoku!

· Rzut siekierą a raczej obosiecznym toporem do tarczy – trzeba rzucić obosieczną siekierą tak by wbiła się w tarczę, na początku nikt nie potrafił tego dokonać i odezwały się głosy, ze to niemożliwe a jednak kilku się udało!, trudna sztuka władania toporem. Ale tutaj każdy chciał potem rzucić kilka razy!

· Tor przeszkód zwany „hinder baną” - cały zespół przeszkód które należy pokonać na czas, początek zaczynał się od przeskoczenia przez zawieszoną oponę z traktora, potem bieg po pionowo wbitych na różną wysokość palach, nie zgubić się w lesie i dobiec do poziomo ustawionych pod górkę palach i przejść bez utraty równowagi, następnie wejść na zawieszony na łańcuchu pal drewna i trzymając się liny przejść tak aby nie spaść, potem położone opony samochodowe i przebiec przez nie, przedostatnia przeszkoda to mostek pod którym trzeba się czołgać i na koniec ściana z bali drewnianych po której trzeba się wspiąć za pomocą liny, przerzucić linę i zejść a wszystko to na czas!! – co tu się działo to wiemy tylko my i fotki z tego toru!


Radość na mecie drużyny Ziomków, która zwyciężyła! – ale zmęczenie było ogromne!. Teraz tylko zrzucić ciuchy i na jedzenie!! Podjechaliśmy do prywatnej Claësa elektrowni wodnej, tam się wszyscy umyli, a ja z Agnieszką przygotowywałem hamburgery na posiłek.

Dziewczyny